Powinnam czuć się wolna. Przecież się go pozbyłam. Nie ma go. Kim on wogóle jest? Od jakiegoś czasu jedyne co robie, to zapominam. Zapominam. Szlak! Zapomnij idiotko! - Idzie właśnie do szkoły. Kolejny dzień myśli wciaż o tym samym. Kolejny dzień jest wyłączona z życia, bo buja gdzieś w odmętach własnego umyłu. Ale nie martwcie się. Juz nie długo. Za chwilkę sprawię, że stanie się coś... co naprawi całą tą sytuacje. Spokojnie, te wszystkie myśli przestaną ją dręczyć i wszystko się odwróci. Na razie posłuchajmy jeszcze jakie myśli produkuje jej umysł. - Po wczoraj miało być do cholery lepiej! Dlaczego tak strasznie żałuje, że usunęłam te wiadomości. Nie ma już po nim śladu. Nie ma nic co by było dowodem, że to wszystko się kiedykolwiek wydarzyło. Teraz pozostają tylko moje wspomnienia. Nie ma nic więcej. Żałuję, że to zrobiłam. Żałuje, że wciąż o nim myślę. Nie ważne co zrobię on zawsze siedzi w mojej głow
I nagle pustka. Koniec. Już nie myśli. Stało się to co miało się stać. To o czym wcześniej wam wspomniałam. Dziewczyna była tak pogrążona w myślach, że bezwiednie weszła na ulicę. Na jej szczęście. Kierowca miał dobry refleks zdąrzył przychamować i dziewczyna nie zginęła na miejscu. Kierowca zawiadomił pogotowie. Marianna wylądowała w szpitalu, gdzie stwierdzono, że fizycznie z nią nie najgorzej jak na taki wypadek. Ma tylko złamane kilka rzeber i lewą rękę. Oczywiście powiadomono o całym zajściu jej rodzinę, która teraz czeka w poczekalni. Są zestresowani, ale są dobrej myśli. Po niedługiej chwili przychodzi do nich lekarz i oznajmia, że stan zdrowia jest stabilny i mogą do niej wejść. Dziewczyna niestety dalej jest nie przytomna. Jej tata zauważa leżący na półce telefon należący do córki i wiele wiadomości wyrażających zaniepokojenie jej znajomych. Postanawia napisać wiadomość do najlepszej przyjaciółki córki i poinformować ją o tym co się stało....
Natomist w szkole Marianny w tym czasie. Franciszka jest w tym momencie na lekcji matematyki, gdy dostaje wiadomość z informacją o tym wypadku. Gdy tylko zadzwonił dzwonek dziewczyna wybiega z klasy i szuka na korytarzu pozostałych przyjaciółek. Znajduje je razem.
- Wszystko okey? - pyta jedna
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. - stwierdza druga
- Marianna. - próbuje im powiedzieć
- Co z nią? Wiesz czemu nie przyszła? - odzywa się trzecia
- Miała wypadek.
Wszystkie są zszokowane.
- Ale co z nią?
- Żyje?
- Jak się czuje?
- Gdzie jest?
- Co się stało? - zasypują ją pytaniami. Lecz ta kiwa głową i odpowiada:
- Nie wiem nic. Jej tata wysłał mi smsa - wyciąga telefon i czyta:
- Maranna miała wypadek, jesteśmy z nią w szpitalu. Na razie jest stabilna.
- Co ona zrobiła
- Biedna
- Ale jak?
- Nie może jej się nic stać
- Trzeba do niej pojechać.
-Teraz?
- Nie no po lekcjach.
- Jak po lekcjach? Teraz, przecież.. - mówiły jedna przez drugą, nie oczekując reakcji, anie nie reagując na słowa pozostałych. Stały tak w czwórkę, żywo gestykulowały z przerażonymi twarzami.
Tym czasem w szpitalu...
Jej mama siedzi na jej łóżku i ściska jej dłoń. Jej tata stoi i obejmuje matkę. I nagle, dłoń dziewczyny zaciska się na dłoni rodzicielki. Jej powieki najpierw nerwowo się poruszają. Póżniej otwierają. Jej rodzice nachylają się:
- Kochanie.
-Marianno
Oczy dziewczyny najpierw zwężają się gwałtownie reagując na światło, lecz po chwili się przyzwyczajają. Wodzi oczami po twarzach, pomieszczeniu bez emocji, a nawet z wyrazem zdziwienia i zaniepokojenia.
- Kim jesteście?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz